sobota, 10 czerwca 2017

,,Sadece Sen''

Spotkanie Aliego i HazelNo, czas szybko leci. Jest czerwiec, wystawianie ocen, zaraz wakacje. Teraz już nie mogę wywinąć się z blogowania :). Postaram się pisać jak najwięcej. Poniżej pół-świeża recenzja.
Ostatnio na moim blogu była recenzja lekkiego, optymistycznego filmu, więc dla odmiany zaserwuję wam coś całkowicie innego.

W zeszłym tygodniu, jak co weekend, nabrała mnie ochota na dobry film (dobry film na zeszły weekend=dramat), więc zaczęłam buszować po Netflixie. Myślałam, że widziałam już wszystkie dramaty i komedie na tym portalu, ale najwidoczniej się myliłam. Kiedy tylko przeczytałam o bokserze, który zakochuje się w niewidomej kobiecie, wiedziałam, że to nie będzie zwykły film. Nie na co dzień oglądam produkcje o takiej tematyce.
No ale, przejdźmy do sedna.

Belçim Bilgin jako niewidoma Hazel
Ali to były bokser, który zmaga się z bolesną przeszłością. Na co dzień jest nocnym stróżem, pilnującym porządku na parkingu, jest skryty, małomówny, a jego jedynym towarzyszem jest mały żółwik. Jego pogrążony w ciemności i beznadziei świat zmienia się, gdy niepostrzeżenie wkrada się do niego niewidoma Hazel. Od początku kobieta urzeka Aliego swoim uśmiechem, wiecznym optymizmem i podejściem do życia. Stopniowo Ali zaczyna się na nią otwierać. Jednak piękną bajeczkę przerywa skrywana przez lata prawda, będąca przyczyną strasznej tragedii. Czy Hazel i Ali pogodzą się z przeszłością i stworzą razem nową przyszłość?...

Od początku Ali był, jak dla mnie, zbyt mrukowaty i małomówny, co w porównaniu z roześmianą, czarującą Hazel stanowiło nie tylko wybuchowe połączenie, ale i... strasznie mnie wkurzało. Z początku to rozumiałam- (uwaga! spoiler!) Ali był winny morderstwa. Poszedł do więzienia na cztery lata. Rzucił boks. To wszystko wywarło duży wpływ na jego psychikę. Ale przyznam, że oglądanie jego wiecznie zasępionej miny doprowadzało mnie do szaleństwa. Dopiero dzięki Hazel Ali zaczął się otwierać- co jest dużym plusem dla scenariusza. Dodatkowo intrygi nachalnego szefa, znajomi Aliego, zbliżająca się operacja Hazel i przerażająca tajemnica dodają filmowi większego smaku. Jeśli chodzi o postać Hazel... co tu dużo mówić. Fantastycznie zagrana rola młodej, skrzywdzonej kobiety, która mimo kalectwa, codziennie wstaje z uśmiechem na ustach i masą pomysłów na nowy dzień. Belçim Bilgin świetnie wcieliła się w Hazel.
Pomysł na film był zaskakująco dobry, fabuła- interesująca, troszkę gorzej z realizacją. Wiele momentów było przeciąganych, a już szczególnie końcowe pół godziny, które wlokło się w nieskończoność. Nie rozumiem do końca zachowania Aliego, który po operacji Hazel zamienił się w bezmyślną kukłę, nie wymawiającą ani jednego słowa. Wiadomo, ból, strach i te sprawy. Tą sprawę możecie sami rozsądzić.
Podsumowując, ,,Sadece Sen'' jest raczej dla tych cierpliwszych widzów, którzy kochają dramaty i mimo wielu przeciąganych momentów, dotrwają do samego końca. Ja osobiście wachałabym się obejrzeć całą tą historię jeszcze raz- no chyba że przesuwając czas na co ciekawsze momenty. Film przede wszystkim uczy wrażliwości na drugiego człowieka. Pokazuje, jak trudno pogodzić się z tragediami z przeszłości, które mimowolnie stają się cząstką skrzywdzonych ludzi. Zawsze jednak trzeba pamiętać o światełku w tunelu, tak jak niewidoma Hazel.

Ali i Hazel pośrodku spokojnego morza




Brak komentarzy :

Prześlij komentarz