środa, 29 marca 2017

,,Lato przyjaźni''

Hej :) Dziś znalazłam czas by skrobnąć recenzję o filmie, który oglądałam jakiś czas temu i nawet mi się spodobał. Przedstawiam wam ,,Lato przyjaźni'' w reżyserii D.J. Caruso. W rolach głównych wystąpili Chandler Canterbury i Annalise Basso.

Fabuła filmu nie jest skomplikowana- mowa tu o typowym filmie młodzieżowym i psychologicznym. Grace, nieśmiała trzynastolatka, wspomina swój ostatni pobyt na obozie, z którego wyniosła wiele wrażeń. Niekoniecznie tych dobrych... dziewczyna stała się łatwą ofiarą koleżanek. Któregoś dnia dziewczyny uznały, że przydadzą się jej otrzęsiny- po czym nagą nastolatkę pozostawiły w pobliskim lesie. To samo spotkało Howiego. Razem skryli się w chacie i obiecali sobie, że już nigdy nie powrócą na teren obozu. Ich postanowienie owocuje ciągiem kolejnych, nieprawdopodobnych zdarzeń, zabawnych ucieczek i prawdziwą przyjaźnią...

Na wstępie zaznaczę, że film należy do gatunku tych lekkich, prostych- może nie od razu komedii, ale tych zarezerwowanych na wolny czas, najlepiej w słoneczne lato. :) ,,Lato przyjaźni'' bardzo kojarzy mi się z ,,Moonrise Kingdom'', w którym panuje podobny sielski klimat i którego recenzję także planuję napisać.
Wakacje każdemu z nas kojarzą się z cudownym wypoczynkiem, słońcem (a może raczej piekielnym upałem), lodami na patyku, krótkim ubraniem i... poznawaniem nowych znajomości na obozach czy innych meetingach. Niestety, nie każdy z nas tak samo łatwo zawiera nowe znajomości i jest otaczany wianuszkiem przyjaciół- z czym właśnie zmagają się nasi bohaterowie.
Źródło

Znalezione obrazy dla zapytania lato przyjaźni
Źródło
Od samego początku polubiłam te dzieciaki. A już w szczególności po czasie, kiedy poznawali się coraz lepiej i zaczynali sobie na prawdę ufać. Howie, mimo młodego wieku, był odpowiedzialny i troskliwy dla Grace, z kolei rudowłosa Shadow Golden była miłą i sympatyczną dziewczyną, której zwyczajnie brakowało dobra i prawdziwego przyjaciela. Mimo tego, że cały film mógłby się wydawać prosty, naiwny i nudny, a w rolach głównych są zamknięte w sobie dzieciaki, które chcą wracać do rodziców, poruszane są w nim ważne problemy- jak brak rodziny, samotność, przemoc i obojętność wobec tej przemocy. Nieważne, w jakim wieku, każdy z nas jest wartościowym człowiekiem, a każdy człowiek potrzebuje akceptacji, miłości i przyjaźni. Może brzmi to banalnie- ale tylko brzmi. O tym, jak bardzo samotna i dręczona jest Grace, przekonała się jej matka, niestety zdecydowanie za późno. Przez cały czas była pewna, że jej córka przesadza- czego skutki zresztą później zobaczycie...
Jednak, według starej zasady ,,nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło'' Grace poznała pierwszego prawdziwego przyjaciela, z którym chodziła po lesie, tańczyła na dyskotece, zwiewała przed zastępcą szeryfa i zamieszkała w hotelu. Ona przestała się bać ludzi, a on wreszcie czuł, że nie jest sam. Co więcej, gdyby nie doszłoby do otrzęsin i wszystkich przykrych zdarzeń, na pewno by się nie poznali.
Podsumowując, ,,Lato przyjaźni'' to zabawny, optymistyczny, lekki film psychologiczny, o przezwyciężaniu własnych lęków i słabości i stawianiu się dręczycielom. Pokazuje nam świat oczami dzieci (a raczej nastolatków), który nie zawsze jest taki kolorowy. Mimo to, zawsze trzeba mieć nadzieję na lepsze jutro. Dobra młodzieżówka na wakacyjne popołudnie :).

Znalezione obrazy dla zapytania lato przyjaźni
Źródło

niedziela, 26 marca 2017

Przerwa w blogu

W życiu każdego gimnazjalisty przychodzi taki czas, że musi wziąć byka za rogi i ujarzmić tą głupią naukę. (nie pytajcie co ma piernik do wiatraka). Dla mnie ten czas nadszedł.

Jestem w trzeciej klasie gimnazjum, zbliża się znienawidzony kwiecień, a wraz z kwietniem testy gimnazjalne. A to oznacza mnóstwo powtórek, mnóstwo próbnych testów i mnóstwo nauki... ech, chciałabym mieć tą całą polską edukację za sobą.
Z tego wszystkiego nie mam czasu na prowadzenie bloga i niestety, odstawiam czytanie i oglądanie filmów na później. Są niestety priorytety. Cieszę się, że po testach ten koszmar się skończy i będę miała więcej czasu dla siebie.

Was też wkurzają przygotowania do testów gimnazjalnych, sesji i matur? (Oczywiście, że TAK!).
Więc pożalcie się w komentarzu.
Wracam niedługo :*

czwartek, 9 marca 2017

,,Whiplash'' + moje rozważania

Uwaga! Recenzja zawiera spoilery!

Przed feriami, w szkole pani od muzyki zdążyła uraczyć mnie i moją klasę filmem o dość-przyznam- ciekawym tytule. Jednak fakt, że w filmie mogliśmy zobaczyć jak wygląda kapela jazzowa i jaka króluje tam muzyka, zdawał się mieć mniejsze znaczenie. Tak jak zresztą nasza nauczycielka powiedziała, ,,ten film ma pokazywać nam różne postawy ludzi i to do czego oni są zdolni''. Zapraszam do recenzji ,,Whiplash''. ;)


Film powstał w reżyserii Damiena Chazelle, w główne role wcielili się Miles Teller i J.K. Simmons. Premiera w Polsce w 2015 roku.
Znalezione obrazy dla zapytania whiplash      
Źródło

Znalezione obrazy dla zapytania whiplash
Żródło

Historia zaintrygowała mnie od samego początku- bynajmniej nie dlatego, że jestem fanką jazzu ^^. Zdarza mi się jednak, że już kiedy oglądam wstęp, wiem, że ,,to jest to'', że to jest film dla mnie. To nie będzie zwyczajnie spędzony czas spędzony przy ekranie telewizora.




Andrew jest młodym, utalentowanym chłopakiem, który chodzi na zajęcia jazzu w szkole muzycznej. Wie, że lubi to co robi, ale, jak to w życiu bywa, czasem brakuje mu motywacji. Dodatkowo w jego grupie jest wielu przeciętnie utalentowanych muzyków i nikt nie zdaje się go zauważać. Wszystko zmienia się, gdy w życiu Andrew z buciorami wparowuje tamtejszy dyrektor- człowiek budzący powszechny respekt i... stosujący niekonwencjonalne metody nauczania. Życie chłopaka zmienia się o 180 stopni, gdy z milczącego nowicjusza staje się ambitnym, pewnym siebie perkusistą...

Za pierwszym razem, gdy oglądałam ten film, niesamowicie mnie wciągnął. Co prawda, nie ma tam wartej akcji,(chociaż zdarzają się szybsze momenty) ale jest coś znacznie lepszego- niesamowity realizm, strach przed odrzuceniem, wygórowane ambicje, poczucie winy i niewypowiedzianego szczęścia. Whiplash jest do samego końca, zupełnie nieprzewidywalną emocjonalną kolejką górską. Jest psychologia w czystej postaci, jest krew, pot i łzy. Bardzo polubiłam Andrew za jego coraz większą wiarę w samego siebie i swoje możliwości, a także za niezgodę na (UWAGA! Spoiler) niesprawiedliwość. To właśnie pod tym względem film jest bardzo ciekawy i, cóż, kontrowersyjny.
Kiedy pokazałam rodzicom w domu ten film, po zakończeniu długo nie mogliśmy się pozbierać. Wywiązała się długa dyskusja o Andrew i jego psychopatycznym nauczycielu. Czy postępowanie Fletchera było dobre? Czy można gardzić i upokarzać innych ludzi pod przykrywką dawania motywacji do działania, wykorzystując władzę, wyższą pozycję? A jeśli tak, to kto nam daje takie upoważnienie? Kto daje nam jakiekolwiek prawo do tego, by ubliżać innym, oceniać, gnębić? To my sami, ludzie, tworzymy sobie na ziemi piekło.

Nauczycielom często wydaje się, że skoro są na wyższej pozycji, skoro uczą i oceniają, to pozjadali wszystkie rozumy. Myślą, że znają nas (tzn. uczniów) na wylot, nasze słabości, bardzo łatwo jest im skreślać innych, nawet jeśli tak na prawdę wcale nie powinni się wypowiadać. Skutecznie wykorzystują swoją pozycję i ,,doświadczenie życiowe'' byśmy zmienili zdanie o sobie pod ich dyktando. Skoro jestem zła z matematyki, muszę być też beznadziejna ze wszystkich przedmiotów. A jeśli jestem beznadziejna z przedmiotów, po co się uczyć? Może ja cała jestem głupia i beznadziejna?
UWAŻAJ, to pułapka! To stek bzdur, który chce wpoić ci społeczeństwo- twój nauczyciel, kolega, a może nawet twój rodzic. Pamiętaj ile jesteś wart i nie pozwól sobie tego odebrać. Nie pozwól by zabito w tobie to co najpiękniejsze, tylko dlatego, że ktoś to skrytykował.

Kolejną kontrowersyjną kwestią jest też zachowanie Andrew i innych jego ambitnych kolegów. Czy pogoń za spełnieniem, pasją i ambicją musi równać się ślepemu poświęcaniu się wszystkiemu? Żaden chłopak ze szkoły Fletchera nie doniósł na niego i jego praktyki, nikt nie wypisał się z tej szkoły, chociaż widać, że było im  z tym źle. Rozumiem, że chcieli, tak samo Andrew, być w życiu kimś, że po tak dobrej szkole jazzowej mieliby spore szanse na rozwijanie swojej pasji, zarabianie na niej, a nawet na zdobycie sławy. Ale czy czasami nie warto powiedzieć STOP? Stawianie sobie chorych ambicji i nieosiągalnych celów na dłuższą metę może nas wykończyć. Nigdy nie będziemy usatysfakcjonowani, nigdy nie będziemy dowartościowani, ciągle będzie nam mało.

Podsumowując, i kończąc moje filozoficzne rozważania, film jest zdecydowanie wart obejrzenia. Miles Teller, który z tego co wiem grał też w mojej ulubionej ,,Niezgodnej'', wykazał się niesamowitym talentem aktorskim. To samo mogę powiedzieć o J.K. Simmons'ie, który sprawił, że prawie od razu skutecznie znienawidziłam jego bohatera. Obaj grali bardzo autentycznie i bardzo szybko wciągnęli mnie, wraz z muzyką i ciekawą fabułą w swój jazzowy świat.
Zakończenie jest tak niedopowiedziane, że od razu nasuwa się kilka wersji dalszej historii. Ja opracowałam tą najbardziej optymistyczną :). Z tego filmu wyniosłam silne przesłanie o tym, że nie ważne co ludzie mówią, musimy zawsze wierzyć siebie i swoją wartość. Kiedyś dla każdego z nas przyjdzie próba na scenie, a wtedy musimy dać z siebie wszystko i nie pozwolić by ktokolwiek nas zdeptał.

Jeżeli ktoś ma inne spostrzeżenia czy pytania dotyczące ,,Whiplasha'' oczywiście zachęcam do pisania o tym w komentarzach. Chętnie poznam wasze zdania :).



piątek, 3 marca 2017

,,Jak powietrze'', Agata Czykierda-Grabowska


Wreszcie upragniony weekend :). Poza recenzją książki ,,Jak powietrze'', którą prawie połknęłam w całości, niedługo postanowiłam zrecenzować na prawdę fajny film- ,,Whiplash''. Ale o tym później ^^. Dzisiaj przedstawiam wam niesamowitą powieść gatunku new adult autorstwa Agaty Czykierdy-Grabowskiej.

,,Jak powietrze''- new adult

,,-Jak ty to robisz, Dominik?- zapytała z zachwytem.- Co robisz, że ludzie... że ja wyglądam tu, jakbym... żyła? [...]
-Po prostu na ciebie patrzę. [...] Patrzę na ciebie i widzę ciebie.- dodał, akcentując ostatni wyraz.- Nie Oliwię studentkę, nie Oliwię zadziorę [...]. Nie Oliwię dziewczynę o dobrym sercu i nie Oliwię złośnicę.[...] Widzę ciebie, zlepek wszystkich twoich cech, i to właśnie maluję.''
~,,Jak powietrze'', str. 393-4


Oliwia i Dominik pochodzą z dwóch różnych światów. 
Oliwia jest dobrą, przyjazną dziewczyną, studentką, która spędza czas w hałaśliwym towarzystwie i ze swoim chłopakiem, Szymonem. Robi wszystko, by zapomnieć o bólu przeszłości, by odnaleźć, a może raczej pogodzić się z utratą spokoju i bezpieczeństwa. W rzeczywistości w jej sercu pojawia się coraz większa pustka i Oliwia nie wie, jak może sobie z nią poradzić.
Dominik jest wrażliwym i opiekuńczym chłopakiem, który od dawna samemu opiekuje się rodzeństwem. Oszukuje się, że musi być silny dla swojej rodziny, że musi ją chronić, że przeszłość nie ma już znaczenia. Ale nie ma nikogo, z kim mógłby dzielić trosk. Od zawsze był nikim i tak już pozostanie...
Przez zrządzenie losu i niemal tragiczny wypadek, drogi Oliwii i Dominika się krzyżują. Ona chce odnaleźć utracony spokój, on- pogodzić się z przeszłością i zacząć na prawdę kochać. Ale czy będzie im dane być razem?

Dawno już nie czytałam takiej porządnej, grubaśnej, (posunę się do wyrażenia: spasionej), treściwej i... przede wszystkim bardzo emocjonalnej książki. Po tym, co z nią przeżyłam, nie jestem nawet pewna czy mogę ją nazwać powieścią. To nie powieść, lecz poradnik psychologiczny, szkoła latania, nurkowania i skakania na głęboką wodę. Autorka tworzy do bólu szczerą i bardzo wiarygodną historię, tak że jesteśmy w stanie niemal dotknąć jej bohaterów. Brawurowo balansuje między różnymi płaszczyznami psychologi, jakby znała ludzkie umysły i rozpracowywała je na milion sposobów. Milion sposobów na to ,,Jak zacząć oddychać?". Chyba mam drugi tytuł dla tego poradnika-książkowego ;).To niesamowite jak bardzo można ubarwić książkę poprzez emocje- nadawać nowe kształty historii, zmieniać podejścia i perspektywy zarówno od strony samotnego i bardzo opiekuńczego Dominika jak i zagadkowej, sympatycznej Oliwii. Do tej pory nie wiedziałam że można używać tyle epitetów i tworzyć tyle obrazów na podstawie jednej, przyznam- niebanalnej- ale jednak prostej fabuły. Powiem więcej- to właśnie wszystkie te rozterki, przemyślenia i wewnętrzne konflikty bohaterów uczyniły tę książkę wyjątkową, a fabułę- niebanalną. To one sprawiły, że sięgałam po więcej, chciałam dowiedzieć się jakie jest to inne powietrze...
Jeśli chodzi o minusy- no, parę bym znalazła. Zanim książka na prawdę się rozkręciła, irytowało mnie to, że akcja toczy się tak powoli i autorka po raz któryś przedstawia nam 1 dzień z dwóch perspektyw i trwa to tak długo. Jednak nie mogę się do tego przyczepiać, bo właśnie na tym polega cały urok tej książki- że poznajemy ją od różnych stron. Poza tym, czasem czułam przesyt tych miłosnych fajerwerków. Na to jednak też przymykam oko ;).
,,Jak oddychać'' Agaty Czykierdy-Grabowskiej to wzruszająca do łez, autentyczna i niebanalna historia o miłości. Miłości dwójki osób, na pozór zupełnie do siebie niepodobnych, których połączyło pragnienie szczerego uczucia, ciepła i dobra. Polecam ją przede wszystkim zapalonym fanom romansideł i książek psychologicznych ;).
Plusy:
  • wyjątkowy pomysł na fabułę- patrzenie na związek od strony psychologicznej
  • mnóstwo epitetów, barwnych opisów, przeżyć
  • podział książki na dwie części- z punktu widzenia Oliwii i Dominika
Minusy:
  • czasem zbyt długie opisy :)

,,Jak powietrze''-cytaty



piątek, 24 lutego 2017

#1. Filmowy hit czy kit?- ,,La la Land''

,,Niewyobrażalny hit!'', nagrody za ,,Najlepszy film'', ,,Najlepsze aktorstwo'', ,,Najlepszą muzykę'' i ,,Najlepszą reżyserię''. Zwiastun jakoś mnie nie porwał, ale sami rozumiecie, po takiej reklamie, korciło mnie, żeby przekonać się na własnej skórze, czy ten film na prawdę jest taki niezwykły. Wczoraj z kina wyszłam z mieszanymi uczuciami...




Znalezione obrazy dla zapytania la la land
Żródło
Ten film dał mi cios w twarz. Na prawdę. A może tak brutalne było tylko zakończenie. Cały film był lekki, taneczny, skoczny. Owszem, pojawiały się problemy- wybory między karierą a miłością, pogoń za mglistym marzeniem czy rzucenie to wszystko w pioruny. Ale nie spodziewałam się takiego zakończenia,
Prosta historia. Ona jest początkującą aktorką i jednocześnie sprzedawczynią w miejscowym sklepie, on gra w knajpce, po utracie wszystkich swoich marzeń i nadziei na lepszą przyszłość. Mia bezskutecznie próbuje się wybić, biorąc udział w różnych castingach. Z kolei Sebastian nadal pała miłością do starego, dobrego jazzu, którego nikt już nie chce słuchać. Oboje spotykają się w knajpie, potem na koncercie i wkrótce orientują się, że mają ze sobą wiele wspólnego. Razem próbują stawić czoła światu, który ich nie dostrzega, odrzuca i tłamsi. Mimo trudów chcą znaleźć rozwiązanie by móc oddać się temu, co na prawdę kochają w życiu.,,La la Land'' powstał w reżyserii Damiena Chazelle, a w rolach głównych zagrali Emma Stone i Ryan Gosling.

Nie wiem czego właściwie się spodziewałam, Chciałam zobaczyć, co w tym filmie jest takiego porywającego, że (wg. Filmweba) dostał 37 nagród i 38 nominacji! Do tego walczył o nagrody za scenografię z ,,Przełęczą Ocalonych'', która moim zdaniem była prawdziwym hitem. Bez porównania.
Tu twórcy zaserwowali nam prostą komedię... nawet nie komedię- po prostu musical romantyczny. Ten film miał dać nam przekaz o marzeniach, o miłości i wielkich planach, o brutalnym ale i zaskakującym życiu nie przez słowa- lecz przez taniec, zmieniającą się scenerię i wzruszające piosenki. A, i jakbym mogła zapomnieć o jazzie. Do mnie ten przekaz nie trafił, zabrakło ,,tego czegoś'', tej prawdziwej pasji, prawdziwej miłości. Nie wiem, może oczekuję zbyt wiele, ale myślę, że twórcy mogli lepiej poprowadzić wątek miłosny Mii i Sebastiana- nie chodzi mi o postawienie przed ekranem seksbomby i wydumanego gościa, ale aż błagałam o więcej akcji, więcej tej miłości, więcej pasji. Czasem te rymowane teksty o wielkich marzeniach i osiągach działały mi na nerwy, a zabrakło jakiś prostych słów, które trafiłyby do serca. Prostych, trafnych dialogów. 

Muzyka nie była dla mnie spektakularna, nie była też zła. Ta sama piosenka przewijała się tyle razy, że zdążyła mi się znudzić- nie no, przesadzam, jeszcze odtworzę ją sobie w domu. Muszę znaleźć tylko w necie soundtrack ,,La la Land".

No, ale z zakończeniem to już przesadzili. (UWAGA! Spoiler!) Byłam stuprocentowo pewna- ba! Dałabym sobie rękę uciąć!- że Mia i Seba będą razem. Zamiast wesołego happy ending rozstanie na wieki- on sławny, samotny, założył własną knajpę, w której gra ukochany jazz, ona jeszcze bardziej sławna, mężatka z dzieckiem i podróżująca po świecie. Więc takie miało być przesłanie? Że często droga sławy i spełnienia mija się z drogą miłości i trzeba się z tym pogodzić? Że droga do szczęścia ma kilka ścieżek a najważniejsza jest ta oblepiona drogowskazami ,,Kariera", ,,Sława", ,,Pieniądze"?. Po tylu tkliwych, wydumanych i rymowanych tekstach po prostu się tego nie spodziewałam. Moje rozczarowanie sięgnęło zenitu. A gdzie w tym miejsce na true love?

Podsumowując, dla mnie film był dość słaby, było kilka mocniejszych momentów, ale na tym koniec. Może musical to nie mój typ filmu, ale widziałam lepsze romanse na ekranie. Co do roli Ryana Goslinga, który zresztą świetnie zagrał pierwsze skrzypce w ,,Pamiętniku'', nie mam większych zastrzeżeń. Aktorstwo tutaj najmniej zawiniło...