wtorek, 20 czerwca 2017

#2. Ze szkolnej biblioteki- ,,Play'', Javier Ruescas

,,Play'' Javier Ruescas
Wreszcie, po tak długim odwyku książkowym, przedstawiam wam recenzję powieści hiszpańskiego pisarza, Javiera Ruescasa, o krótkim, lecz chwytliwym tytule: ,,Play''. To pierwszy tom z tego cyklu. Co prawda cykl jest już starszej daty, ale nie zwróciłam na to uwagi, przy wypożyczaniu. Recenzja miała pojawić się w trakcie majówki, no ale kapryśny los pozbawił mnie Internetu, plany pokrzyżowała mi też nauka... Wiecie jak to jest.

Nie przedłużając...

Trzy powody, dla których wybrałam tę książkę spośród innych na bibliotekarskich półkach (choć, szczerze mówiąc, widziałam ją już wcześniej):
1. Przyciągająca wzrok okładka (no, czy ta czerwień was nie hipnotyzuje?!)
2. Rzecz jasna opis, z tyłu książki
3. A także ten oto napis na pierwszej stronie za okładką:

               Definicja miłości z książki ,,Play''

Muszę przyznać, że będąc jeszcze młodą osóbką, zdarzało mi się marzyć o sławie i tych wszystkich wielkich przygodach, jakie zapewnia wielka kariera i rzecz jasna pieniądze. Dlatego postanowiłam jeszcze raz puścić wodze fantazji i ,,dać się porwać'' w świat koncertów, teledysków, lśniących, czerwonych dywanów i głośnych piosenek.
Niczym automat, włożyłem rękę pod poduszkę i wyciągnąłem zeszyt do nut, poszukałem czystej strony i zacząłem komponować melodię. Nuty przenosiły się z głowy pod palce, a muzyka stopniowo opuszczała synapsy i neurony. Czułem nadchodzącą ulgę.[...] Jedni piszą w pamiętnikach, inni na blogach, a ja w moim zeszycie do nut. ~,,Play'', str. 33
Leo i Aaron to dwaj bracia, różni jak dzień i noc, którzy gonią za ulotnymi marzeniami. Pierwszy to typowy przystojniak i lekkoduch, który uważa, że urodził się dla wystawnego życia, sławy i pieniędzy. Za wszelką cenę chce zerwać z dręczącą go przeszłością i wreszcie stać się ,,kimś''- byle nie harować z przymusu ojca. Aaron ceni sobie spokój, samotność, a pustkę w sercu może wypełnić mu tylko jedna dziewczyna, dla której pisze swoje piosenki. Jedynym wytchnieniem w życiu Aarona jest jego sekretna muzyka... Kiedy tajemnica Aarona wychodzi na jaw, za sprawką kilku nagrań wrzuconych do sieci, bracia uwikłali się w niezły przekręt. Tylko jak teraz wyjść z niego cało, kiedy wszystko zabrnęło za daleko?

Książkę czytało mi się bardzo lekko i przyjemnie, choć rzadko sięgam do powieści o takiej tematyce. Bardzo szybko wciągnęły mnie problemy nastolatków, braterskie sprzeczki, żarciki, docinki, a także ich wielkie plany i marzenia- w szczególności Leo-o których ciągle było mowa. Nie dało się nie zauważyć różnic między Leo i Aaronem. Oboje są wyjątkowo uparci i pamiętliwi- ale poza tym dzieli ich tak wiele, że z pewnością nie przyjaźniliby się w jednej szkole, gdyby nie pokrewieństwo. Opowieść pisana jest z dwóch perspektyw, dzięki czemu DOGŁĘBNIE, oj na prawdę, dogłębnie, możemy poznać podejście braci do różnych spraw. Także dzięki temu szybko zorientowałam się, jak strasznie nie lubię Leona- Boże, dzięki że oszczędziłeś mi takiego brata!- który nie dość, że jest lekkomyślnym egoistą, to jeszcze nie szanuje twojej prywatności, twoich potrzeb i twoich uczuć. Nie ukrywam, czasem pomijałam rozdziały z Leo, bo jego wielkie aspiracje i marzenia o sławie, byciu w centrum uwagi szarpały mi nerwy.
Druga kwestia, o której trudno mi nie wspomnieć, to realizm powieści. Nie chce mi się wierzyć, że już dzięki pięciu piosenkom wstawionym na kanale You Tuba, przez zaznaczmy- przeciętnego Janusza (z szacunkiem dla Januszy) w niespełna dwa miesiące można zdobyć TAK wysoką oglądalność. Leo, gwiazda ,,Play Serafin'' jak za pstryknięciem palca, zaczął być na ustach wszystkich uczniów w szkole, stał się rozpoznawalny i lubiany. Do tego już po pierwszym koncercie, wpadł w oko tajnej agencji, ,,produkującej'' gwiazdy. No błagam, nie mogłam uwierzyć w poziom absurdu, jaką wciskał mi autor tej książki.
Nie mniej jednak, książkę czytałam z wielkim zainteresowaniem i nie mogłam odłożyć jej spokojnie, by nie dowiedzieć się co będzie dalej. Z każdą kolejną stroną miałam dylematy: Czy oszustwo braci zostanie wykryte? Czy Aaron jeszcze kiedyś spotka Dalilę? I jak potoczą się losy ,,Play Serafin''?
Podsumowując, książka urzekła mnie swoim odmiennym światem: pełnym piosenek Aarona, koncertów, bankietów, konferencji prasowych, spotkań Develstaru, romansów i wreszcie opowieścią feralnej Castorfy. Czytając, czułam jakbym na prawdę była w środku tych zawikłanych zdarzeń, których dramaty pojawią się na okładkach czasopism. To wszystko oceniam na duży plus! :)
Jeśli chcecie zanurzyć się w świecie sławy, czytając może nie wybitną, ale za to przyjemną literaturę młodzieżową- polecam Wam ,,Play'' Javiera Ruescasa!
-I tu się mylisz: życie właśnie jest jak film! Tyle tylko, że czasem scenariusz jest do dupy, a aktorzy do luftu.
 Plusy:

  • ciekawa historia przedstawiona z dwóch perspektyw- Leo i Aarona
  • cytaty z piosenek przy każdym rozdziale 
  • lekka, przyjemna powieść pisana nieskomplikowanym językiem
Minusy:
  • przeciągane opisy
  • brak autentyczności- niektóre wydarzenia toczą się zbyt szybko i zbyt pomyślnie (chłopcy dochodzą do ,,sławy'' bez większych trudów)
______________
Info szczegółowe: Play- tom 1Javier Ruescas, stron 463, Wydawnictwo Jaguar, 2014 r.
Przekład: Magdalena Olejnik

czwartek, 15 czerwca 2017

,,Ponad wszystko''

Uwaga! Recenzja zawiera spoilery!

Wczoraj z okazji moich urodzin wybrałam się z najbliższymi na kinowego świerzaka- a konkretnie na ,,Ponad wszystko''. Już zwiastun filmu zdradzał jak dla mnie zdecydowanie za dużo, więc odpuściłam sobie czytanie opisów i zrobiłam sobie urodzinową niespodziankę. Czy było warto?...

Scena z filmu ,,Ponad wszystko''

,,Ponad wszystko'' to dramat romantyczny, a raczej melodramat, w reżyserii Stelli Meghie. W role główne wcielili się Amandla Stenberg i Nick Robinson- który występował w filmach takich jak: ,,Królowie Lata'' i ,,Jurassic World''.

Maddy to osiemnastolatka cierpiąca na rzadką chorobę, SCID, 
Świat za oknem Maddy
mogącą ją zabić z byle powodu. Jest uczulona dosłownie na wszystko, na cały świat i każdy, najmniejszy kontakt z terenem zewnętrznym może skończyć się dla niej tragedią. Dlatego od zawsze mieszka w idealnie zaprojektowanym, wysterylizowanym domu, niczym w szklanej klatce. W dniu jej 18 urodzin poznaje nowego przystojnego sąsiada- i tak rozpoczyna się jej wirtualna znajomość, podróż między rzeczywistościami; ponad szybami, chorobą i zakazami nadopiekuńczej matki. Czy krucha, nastoletnia miłość Maddy i Olly'ego przetrwa ciężką próbę? 
Czy będą w stanie kochać się ponad wszystko?

Hmm...zacznę może od tego, jak w mojej ocenie wypadła dwójka głównych aktorów. Jak dla mnie- ich zachowanie często było nienaturalne, niedopasowane, no ale z drugiej strony- może takie właśnie miało być? Przecież ich pierwsze spotkania odbywały się za szybami okien ich zacisznych pokojów. Nie mogli się dotykać, choćby opuszkami palców, całować, a nawet ocierać ramionami- wszędzie bakterie, kurze, niebezpieczne drobnoustroje. A jednak później, gdy znajomość Olly'ego i Maddy zaczęła się rozwijać, nadal nie widziałam między nimi ,,chemii'' i tego całego wielkiego love, które ciągle sobie deklarowali. Na pewno do mojego odbioru przyczyniły się dialogi- oklepane, nudne i melodramatyczne. Ciągłe deklaracje i pytania w stylu: ,,Czy NA PEWNO mnie kochasz?'', ,,Czy wszystko o.k.?'', ,,Ale czy aby JESTEŚ PEWIEN, że nie zniszczę ci życia swoją chorobą?!". Co zabawne, Maddy i Olly znali się na prawdę niewiele czasu, ich uczucie było słabe, sami byli pełni obaw, a już za chwilę oboje wciskają sobie wielką miłość i wyjeżdżają na drugi koniec Ameryki, żeby magicznie wyzwolić się z sideł choroby. Co robi Maddy po osiemnastu latach zamknięcia w domu ze swoją matką lekarką? Z zafascynowaniem i przerażeniem ogląda otaczający ją świat? Chodzi po parkach, głaszcze pieski, zrywa kwiatki, kupuje loda w sklepie... Robi tak proste i naiwne rzeczy, których nie mogła robić całe życie? Nie! Ona od razu leci ze swoim ukochanym na Hawaje, skacze z wysokiego klifu i nurkuje w morzu. Zupełnie nie martwi się o swoje życie, o matkę, pakuje cały swój dobytek w plecaczek i poświęca się dla chłopaka, którego w rzeczywistości ledwo zna. Gdzie w tym realizm i logika?
Wszystkiego czego brakowało mi w ,,Ponad wszystko'' to rozpędu, intryg, stopniowego, coraz większego przekraczania granic, wielkiego szaleństwa. Zamiast tego zobaczyłam dość przewidywalną, nudną historyjkę- co mówię z przykrością. Pomysł był moim zdaniem bardzo ciekawy, no ale ostatecznie realizacja nie poszła w tym kierunku, którego oczekiwałam.
A jak Wy oceniacie ten film? Podzielacie moje zdanie, czy macie inne? Piszcie.

Pierwszy pocałunek Maddy i Olly'ego

niedziela, 11 czerwca 2017

,,Pasażerowie''

Dziś zaprezentuję wam film o dość odmiennej tematyce- a konkretnie przygodowe science fiction. ,,Pasażerowie'' to kultowa opowieść, wyreżyserowana przez Morten Tylduma. W role główne wcieliła się kochająca się para aktorów: Chris Pratt i Jennifer Lawrence.


Chris Pratt jako Jim PrestonNa pokładzie kosmicznego statku Avalon, zmierzającego ku nowej planecie, leci 5 tysięcy uśpionych pasażerów. Jednym z nich jest Jim Preston- inżynier, mechanik i... no cóż, pospolity były
mieszkaniec Ziemi. Wkrótce odkrywa, że jako jedyny z załogi wybudził się ze stanu hibernacji, a w dodatku 90 lat przed lądowaniem. Jim próbuje wszystkiego by przetrwać samotnie na statku. Wkrótce zyskuje nową towarzyszkę i przyszłą wielką miłość. Wszystko dodatkowo komplikują niespodziewane awarie i uszkodzenia systemu, które powoli prowadzą pasażerów do nieuchronnej śmierci... Czy Jim i Aurora przetrwają razem na statku?

Muszę przyznać, już na wstępie, że cały film oglądałam z rosnącym zaciekawieniem i ekscytacją. Nie miałam pojęcia, że film opierający się głównie na dialogach dwóch osób, może być tak intrygujący. A jednak, wielki wpływ na powodzenie produkcji miała właśnie obsada aktorska. Więc właśnie teraz, w tym miejscu, należą się owacje na stojąco dla dwóch niesamowicie utalentowanych gwiazd czerwonego dywanu. Czarujący i niezwykle przystojny Chris Pratt, piękna, wygadana Jennifer Lawrence- w duecie stanowią tak zgrany zespół, że ich przygody mogłabym oglądać jeszcze długo, długo w następnych częściach. W ,,Pasażerach 2'' i ,,Pasażerach 3''. Ale nie przeciągając...

Mimo moich obaw, tematyka science-fiction totalnie przypadła mi do gustu. Cała kosmiczna sceneria, białe, metalicznie połyskujące sale, wielkie kapsuły, roboty, machiny, przyrządy typu
notatnik zapisujący wszystkie usłyszane słowa i Artur, dziwaczny barman podobny do człowieka, i wreszcie podróże po wszechświecie- to wszystko ogromnie fascynowało i cieszyło moje oko. Nawet sobie nie wyobrażam ile pracy było przy tworzeniu wszystkich efektów dźwiękowych, wizualnych i kreowaniu wnętrza statku, który mogliśmy podziwiać przez cały film.

Aurora podczas lotu kosmicznegoFabuła jeszcze lepsza- a co dopiero z takich aktorstwem.

Postaci Aurory i Jima doskonale odwzorowywały obawy i rozterki współczesnego człowieka. Oboje mieli poczucie, że stracili całe swoje życie, które mieli mieć stale pod kontrolą- tymczasem wystarczyła jedna awaria, by ich marzenia i plany legły w gruzach. Przez cały film Jim i Aurora kochali się i nienawidzili, pocieszali się i krzywdzili, pomagali sobie i sobie szkodzili. To wszystko przypominało mi odwieczną walkę między płciami- która toczyła się i toczy do teraz.
,,Pasażerowie'' to film science-fiction zdecydowanie godny polecenia. Najpiękniejsze momenty? Wzloty i upadki prawdziwej miłości. Tęsknota za życiem, która nigdy nie zostanie całkiem zaspokojona. Wielka podróż, w której wystarczy jeden zły przycisk, jeden czerwony guziczek, by nasz statek rozpadł się na kawałki.

Niesamowita sceneria z filmu ,,Pasażerowie''


Uwaga: zdjęcia są mojego autorstwa- konkretnie są to screenshoty wykonane podczas oglądania filmu, dlatego nie posiadają one źródeł ani innych autorów. Dziękuję.




Czerwcowe wieści

W związku z moją długą nieobecnością na blogu i zbliżającymi się wielkimi krokami wakacjami, pomyślałam sobie: ,,No kurde, muszę wreszcie coś zrecenzować.''. Przez naukę i poprawianie ocen, zupełnie nie mam czasu na oglądanie, recenzowanie, a co dopiero na czytanie książek :(.
Dziś napiszę listę książek i filmów, które zamierzam zobaczyć.
Lista będzie ciągle się aktualizować i z wolniejszym czasem na pewno uda mi się więcej poczytać i obejrzeć.
Czerwcowa lista

1. ,,Pasażerowie'' w reżyserii Morten Tylduma i z przystojnym Chrisem Prattem w roli głównej :
2. ,,Play'', Javier Ruescas
3. ,,Tam gdzie spadają Anioły'', Dorota Terakowska
4. ,,Za niebieskimi drzwiami'', Marcin Szczygielski (książka dla dzieciaków, ale mam do niej sentyment)
5. ,,Wielkie kłamstewka'', Liane Moriarty

UWAGI: Rzecz jasna może się zdarzyć, że nie zdążę zrealizować listy zgodnie z planem, lub dana pozycja zniknie z mojej listy blogowej- zostanie wykreślona lub usunięta.

sobota, 10 czerwca 2017

,,Sadece Sen''

Spotkanie Aliego i HazelNo, czas szybko leci. Jest czerwiec, wystawianie ocen, zaraz wakacje. Teraz już nie mogę wywinąć się z blogowania :). Postaram się pisać jak najwięcej. Poniżej pół-świeża recenzja.
Ostatnio na moim blogu była recenzja lekkiego, optymistycznego filmu, więc dla odmiany zaserwuję wam coś całkowicie innego. W zeszłym tygodniu, jak co weekend, nabrała mnie ochota na dobry film (dobry film na zeszły weekend=dramat), więc zaczęłam buszować po Netflixie. Myślałam, że widziałam już wszystkie dramaty i komedie na tym portalu, ale najwidoczniej się myliłam. Kiedy tylko przeczytałam o bokserze, który zakochuje się w niewidomej kobiecie, wiedziałam, że to nie będzie zwykły film. Nie na co dzień oglądam produkcje o takiej tematyce.
No ale, przejdźmy do sedna.
Belçim Bilgin jako niewidoma Hazel
Ali to były bokser, który zmaga się z bolesną przeszłością. Na co dzień jest nocnym stróżem, pilnującym porządku na parkingu, jest skryty, małomówny, a jego jedynym towarzyszem jest mały żółwik. Jego pogrążony w ciemności i beznadziei świat zmienia się, gdy niepostrzeżenie wkrada się do niego niewidoma Hazel. Od początku kobieta urzeka Aliego swoim uśmiechem, wiecznym optymizmem i podejściem do życia. Stopniowo Ali zaczyna się na nią otwierać. Jednak piękną bajeczkę przerywa skrywana przez lata prawda, będąca przyczyną strasznej tragedii. Czy Hazel i Ali pogodzą się z przeszłością i stworzą razem nową przyszłość?...

Od początku Ali był, jak dla mnie, zbyt mrukowaty i małomówny, co w porównaniu z roześmianą, czarującą Hazel stanowiło nie tylko wybuchowe połączenie, ale i... strasznie mnie wkurzało. Z początku to rozumiałam- (uwaga! spoiler!) Ali był winny morderstwa. Poszedł do więzienia na cztery lata. Rzucił boks. To wszystko wywarło duży wpływ na jego psychikę. Ale przyznam, że oglądanie jego wiecznie zasępionej miny doprowadzało mnie do szaleństwa. Dopiero dzięki Hazel Ali zaczął się otwierać- co jest dużym plusem dla scenariusza. Dodatkowo intrygi nachalnego szefa, znajomi Aliego, zbliżająca się operacja Hazel i przerażająca tajemnica dodają filmowi większego smaku. Jeśli chodzi o postać Hazel... co tu dużo mówić. Fantastycznie zagrana rola młodej, skrzywdzonej kobiety, która mimo kalectwa, codziennie wstaje z uśmiechem na ustach i masą pomysłów na nowy dzień. Belçim Bilgin świetnie wcieliła się w Hazel.
Pomysł na film był zaskakująco dobry, fabuła- interesująca, troszkę gorzej z realizacją. Wiele momentów było przeciąganych, a już szczególnie końcowe pół godziny, które wlokło się w nieskończoność. Nie rozumiem do końca zachowania Aliego, który po operacji Hazel zamienił się w bezmyślną kukłę, nie wymawiającą ani jednego słowa. Wiadomo, ból, strach i te sprawy. Tą sprawę możecie sami rozsądzić.
Podsumowując, ,,Sadece Sen'' jest raczej dla tych cierpliwszych widzów, którzy kochają dramaty i mimo wielu przeciąganych momentów, dotrwają do samego końca. Ja osobiście wachałabym się obejrzeć całą tą historię jeszcze raz- no chyba że przesuwając czas na co ciekawsze momenty. Film przede wszystkim uczy wrażliwości na drugiego człowieka. Pokazuje, jak trudno pogodzić się z tragediami z przeszłości, które mimowolnie stają się cząstką skrzywdzonych ludzi. Zawsze jednak trzeba pamiętać o światełku w tunelu, tak jak niewidoma Hazel.

Ali i Hazel pośrodku spokojnego morza




środa, 29 marca 2017

,,Lato przyjaźni''

Hej :) Dziś znalazłam czas by skrobnąć recenzję o filmie, który oglądałam jakiś czas temu i nawet mi się spodobał. Przedstawiam wam ,,Lato przyjaźni'' w reżyserii D.J. Caruso. W rolach głównych wystąpili Chandler Canterbury i Annalise Basso.

Fabuła filmu nie jest skomplikowana- mowa tu o typowym filmie młodzieżowym i psychologicznym. Grace, nieśmiała trzynastolatka, wspomina swój ostatni pobyt na obozie, z którego wyniosła wiele wrażeń. Niekoniecznie tych dobrych... dziewczyna stała się łatwą ofiarą koleżanek. Któregoś dnia dziewczyny uznały, że przydadzą się jej otrzęsiny- po czym nagą nastolatkę pozostawiły w pobliskim lesie. To samo spotkało Howiego. Razem skryli się w chacie i obiecali sobie, że już nigdy nie powrócą na teren obozu. Ich postanowienie owocuje ciągiem kolejnych, nieprawdopodobnych zdarzeń, zabawnych ucieczek i prawdziwą przyjaźnią...

Na wstępie zaznaczę, że film należy do gatunku tych lekkich, prostych- może nie od razu komedii, ale tych zarezerwowanych na wolny czas, najlepiej w słoneczne lato. :) ,,Lato przyjaźni'' bardzo kojarzy mi się z ,,Moonrise Kingdom'', w którym panuje podobny sielski klimat i którego recenzję także planuję napisać.
Wakacje każdemu z nas kojarzą się z cudownym wypoczynkiem, słońcem (a może raczej piekielnym upałem), lodami na patyku, krótkim ubraniem i... poznawaniem nowych znajomości na obozach czy innych meetingach. Niestety, nie każdy z nas tak samo łatwo zawiera nowe znajomości i jest otaczany wianuszkiem przyjaciół- z czym właśnie zmagają się nasi bohaterowie.

Howie i Grace w aucie szeryfa
Źródło
Od samego początku polubiłam te dzieciaki. A już w szczególności po czasie, kiedy poznawali się coraz lepiej i zaczynali sobie na prawdę ufać. Howie, mimo młodego wieku, był odpowiedzialny i troskliwy dla Grace, z kolei rudowłosa Shadow Golden była miłą i sympatyczną dziewczyną, której zwyczajnie brakowało dobra i prawdziwego przyjaciela. Mimo tego, że cały film mógłby się wydawać prosty, naiwny i nudny, a w rolach głównych są zamknięte w sobie dzieciaki, które chcą wracać do rodziców, poruszane są w nim ważne problemy- jak brak rodziny, samotność, przemoc i obojętność wobec tej przemocy. Nieważne, w jakim wieku, każdy z nas jest wartościowym człowiekiem, a każdy człowiek potrzebuje akceptacji, miłości i przyjaźni. Może brzmi to banalnie- ale tylko brzmi. O tym, jak bardzo samotna i dręczona jest Grace, przekonała się jej matka, niestety zdecydowanie za późno. Przez cały czas była pewna, że jej córka przesadza- czego skutki zresztą później zobaczycie...
Jednak, według starej zasady ,,nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło'' Grace poznała pierwszego prawdziwego przyjaciela, z którym chodziła po lesie, tańczyła na dyskotece, zwiewała przed zastępcą szeryfa i zamieszkała w hotelu. Ona przestała się bać ludzi, a on wreszcie czuł, że nie jest sam. Co więcej, gdyby nie doszłoby do otrzęsin i wszystkich przykrych zdarzeń, na pewno by się nie poznali.
Podsumowując, ,,Lato przyjaźni'' to zabawny, optymistyczny, lekki film psychologiczny, o przezwyciężaniu własnych lęków i słabości i stawianiu się dręczycielom. Pokazuje nam świat oczami dzieci (a raczej nastolatków), który nie zawsze jest taki kolorowy. Mimo to, zawsze trzeba mieć nadzieję na lepsze jutro. Dobra młodzieżówka na wakacyjne popołudnie :).

Znalezione obrazy dla zapytania lato przyjaźni
Źródło

niedziela, 26 marca 2017

Przerwa w blogu

W życiu każdego gimnazjalisty przychodzi taki czas, że musi wziąć byka za rogi i ujarzmić tą głupią naukę. (nie pytajcie co ma piernik do wiatraka). Dla mnie ten czas nadszedł.

Jestem w trzeciej klasie gimnazjum, zbliża się znienawidzony kwiecień, a wraz z kwietniem testy gimnazjalne. A to oznacza mnóstwo powtórek, mnóstwo próbnych testów i mnóstwo nauki... ech, chciałabym mieć tą całą polską edukację za sobą.
Z tego wszystkiego nie mam czasu na prowadzenie bloga i niestety, odstawiam czytanie i oglądanie filmów na później. Są niestety priorytety. Cieszę się, że po testach ten koszmar się skończy i będę miała więcej czasu dla siebie.

Was też wkurzają przygotowania do testów gimnazjalnych, sesji i matur? (Oczywiście, że TAK!).
Więc pożalcie się w komentarzu.
Wracam niedługo :*

czwartek, 9 marca 2017

,,Whiplash'' + moje rozważania

Uwaga! Recenzja zawiera spoilery!

Przed feriami, w szkole pani od muzyki zdążyła uraczyć mnie i moją klasę filmem o dość-przyznam- ciekawym tytule. Jednak fakt, że w filmie mogliśmy zobaczyć jak wygląda kapela jazzowa i jaka króluje tam muzyka, zdawał się mieć mniejsze znaczenie. Tak jak zresztą nasza nauczycielka powiedziała, ,,ten film ma pokazywać nam różne postawy ludzi i to do czego oni są zdolni''. Zapraszam do recenzji ,,Whiplash''. ;)


Film powstał w reżyserii Damiena Chazelle, w główne role wcielili się Miles Teller i J.K. Simmons. Premiera w Polsce w 2015 roku.
Przebojowa gra na perkusji Andrew      
Źródło

J.K.Simmons jako Terence Fletcher
Żródło

Historia zaintrygowała mnie od samego początku- bynajmniej nie dlatego, że jestem fanką jazzu ^^. Zdarza mi się jednak, że już kiedy oglądam wstęp, wiem, że ,,to jest to'', że to jest film dla mnie. To nie będzie zwyczajnie spędzony czas spędzony przy ekranie telewizora.




Andrew jest młodym, utalentowanym chłopakiem, który chodzi na zajęcia jazzu w szkole muzycznej. Wie, że lubi to co robi, ale, jak to w życiu bywa, czasem brakuje mu motywacji. Dodatkowo w jego grupie jest wielu przeciętnie utalentowanych muzyków i nikt nie zdaje się go zauważać. Wszystko zmienia się, gdy w życiu Andrew z buciorami wparowuje tamtejszy dyrektor- człowiek budzący powszechny respekt i... stosujący niekonwencjonalne metody nauczania. Życie chłopaka zmienia się o 180 stopni, gdy z milczącego nowicjusza staje się ambitnym, pewnym siebie perkusistą...

Za pierwszym razem, gdy oglądałam ten film, niesamowicie mnie wciągnął. Co prawda, nie ma tam wartej akcji,(chociaż zdarzają się szybsze momenty) ale jest coś znacznie lepszego- niesamowity realizm, strach przed odrzuceniem, wygórowane ambicje, poczucie winy i niewypowiedzianego szczęścia. Whiplash jest do samego końca, zupełnie nieprzewidywalną emocjonalną kolejką górską. Jest psychologia w czystej postaci, jest krew, pot i łzy. Bardzo polubiłam Andrew za jego coraz większą wiarę w samego siebie i swoje możliwości, a także za niezgodę na (UWAGA! Spoiler) niesprawiedliwość. To właśnie pod tym względem film jest bardzo ciekawy i, cóż, kontrowersyjny.
Kiedy pokazałam rodzicom w domu ten film, po zakończeniu długo nie mogliśmy się pozbierać. Wywiązała się długa dyskusja o Andrew i jego psychopatycznym nauczycielu. Czy postępowanie Fletchera było dobre? Czy można gardzić i upokarzać innych ludzi pod przykrywką dawania motywacji do działania, wykorzystując władzę, wyższą pozycję? A jeśli tak, to kto nam daje takie upoważnienie? Kto daje nam jakiekolwiek prawo do tego, by ubliżać innym, oceniać, gnębić? To my sami, ludzie, tworzymy sobie na ziemi piekło.

Nauczycielom często wydaje się, że skoro są na wyższej pozycji, skoro uczą i oceniają, to pozjadali wszystkie rozumy. Myślą, że znają nas (tzn. uczniów) na wylot, nasze słabości, bardzo łatwo jest im skreślać innych, nawet jeśli tak na prawdę wcale nie powinni się wypowiadać. Skutecznie wykorzystują swoją pozycję i ,,doświadczenie życiowe'' byśmy zmienili zdanie o sobie pod ich dyktando. Skoro jestem zła z matematyki, muszę być też beznadziejna ze wszystkich przedmiotów. A jeśli jestem beznadziejna z przedmiotów, po co się uczyć? Może ja cała jestem głupia i beznadziejna?
UWAŻAJ, to pułapka! To stek bzdur, który chce wpoić ci społeczeństwo- twój nauczyciel, kolega, a może nawet twój rodzic. Pamiętaj ile jesteś wart i nie pozwól sobie tego odebrać. Nie pozwól by zabito w tobie to co najpiękniejsze, tylko dlatego, że ktoś to skrytykował.

Kolejną kontrowersyjną kwestią jest też zachowanie Andrew i innych jego ambitnych kolegów. Czy pogoń za spełnieniem, pasją i ambicją musi równać się ślepemu poświęcaniu się wszystkiemu? Żaden chłopak ze szkoły Fletchera nie doniósł na niego i jego praktyki, nikt nie wypisał się z tej szkoły, chociaż widać, że było im  z tym źle. Rozumiem, że chcieli, tak samo Andrew, być w życiu kimś, że po tak dobrej szkole jazzowej mieliby spore szanse na rozwijanie swojej pasji, zarabianie na niej, a nawet na zdobycie sławy. Ale czy czasami nie warto powiedzieć STOP? Stawianie sobie chorych ambicji i nieosiągalnych celów na dłuższą metę może nas wykończyć. Nigdy nie będziemy usatysfakcjonowani, nigdy nie będziemy dowartościowani, ciągle będzie nam mało.

Podsumowując, i kończąc moje filozoficzne rozważania, film jest zdecydowanie wart obejrzenia. Miles Teller, który z tego co wiem grał też w mojej ulubionej ,,Niezgodnej'', wykazał się niesamowitym talentem aktorskim. To samo mogę powiedzieć o J.K. Simmons'ie, który sprawił, że prawie od razu skutecznie znienawidziłam jego bohatera. Obaj grali bardzo autentycznie i bardzo szybko wciągnęli mnie, wraz z muzyką i ciekawą fabułą w swój jazzowy świat.
Zakończenie jest tak niedopowiedziane, że od razu nasuwa się kilka wersji dalszej historii. Ja opracowałam tą najbardziej optymistyczną :). Z tego filmu wyniosłam silne przesłanie o tym, że nie ważne co ludzie mówią, musimy zawsze wierzyć siebie i swoją wartość. Kiedyś dla każdego z nas przyjdzie próba na scenie, a wtedy musimy dać z siebie wszystko i nie pozwolić by ktokolwiek nas zdeptał.

Jeżeli ktoś ma inne spostrzeżenia czy pytania dotyczące ,,Whiplasha'' oczywiście zachęcam do pisania o tym w komentarzach. Chętnie poznam wasze zdania :).