czwartek, 31 sierpnia 2017

,,Czerwień rubinu'' tom 1. ,,Trylogii Czasu'', Kerstin Gier

Uwaga! Recenzja zawiera śladowe ilości spoilerów! Przed czytaniem zastanów się nad tą wiadomością, gdyż każdy spoiler przez ciebie przeczytany może zagrażać twojej przyszłej lekturze.

Witam wszystkich :). Kończy się sierpień, zaczyna szkoła- 😕😫i powrót szkolnych obowiązków. Nowe liceum, nowi znajomi, nowi nauczyciele- czego chcieć więcej, prawda? Gdybym tylko miała taką moc, jaką posiada główna bohaterka powieści Kerstin Gier, umiałabym ją dobrze wykorzystać😁.
Po powieść ,,Czerwień rubinu'' autorstwa Kerstin Gier sięgnęłam już na początku lipca. Zupełnie nie planowałam tej lektury. Nie miałam przy sobie żadnych innych książek, i wtedy z pomocą przyszła moja nieustraszona kuzynka, Klaudia. Pożyczyła mi książkę na nudy, ,,zapełnienie wolnego czasu''. Sama powieść jest starszej daty, bo z 2011 roku.

,,Czerwień rubinu'' Kerstin Gier

Filarów dwanaście dźwiga czasu zamczysko.
Królestwem dwanaście zwierząt włada.
Do lotu orła jest już całkiem blisko.
Pięć to klucz i zarazem zasada.
Dwanaście to dwa więc w Dwunastu Kręgu.
Trzeci sokół stoi, choć siódmy był w lęgu.
~ str. 73

Gwendolyn to szesnastolatka, która dorasta w przedziwnym domu z nie do końca normalną rodziną, i do tego w cieniu swojej nadzwyczajnej kuzynki Charlotty. Krewni bowiem są przekonani, że kolejną osobą z żeńskiej linii ich rodu, która odziedziczy gen podróży w czasie jest Charlotta. Jednak wszystko zmienia się o 180 stopni i nagle role się odwracają: to Gwen jest w centrum zainteresowania Loży Strażników, poznaje tajniki i sekrety podróżowania w czasie, i w dodatku spotyka bardzo przystojnego młodzieńca... Czy Gwen sprosta wyzwaniu i dopełni swą misję? Czy jest w stanie odmienić swój los?

Gwen to jedna z tych postaci, które zupełnie nie pasują do przeznaczonego im losu, a nawet do świata przedstawionego w książce. Jest jak niepozorne, brzydkie kaczątko, dokładnie tak jak Tella z książki ,,Ogień i woda'' albo Lena z bestsellerowego ,,Delirium''. Na pewno znacie więcej takich bohaterów ;). Nie dla nich są przygody, mordercze wyprawy, potyczki czy podróże w czasie- one mają po prostu siedzieć cicho- a przynajmniej na początku. Jednak Gwendolyn (o mój Boże, dlaczego cały czas wymawiali w dialogach jej PEŁNE imię?!) jest dla mnie nazbyt karykaturalną bohaterką, a jej niektóre cechy są zbyt, jakby to ująć, uwypuklone. Dziewczyna W OGÓLE nie zna się na historii, co często podkreśla między podróżami w czasie- czy trudno o większą ironię? Dodatkowo nie zna się zupełnie na NICZYM co mogłoby przydać się w jej przeskokach- jak choćby na jeździe konnej, modzie czy graniu na jakimś instrumencie. Oczywiście biorę pod uwagę, że jest w młodym wieku- ma 16 lat, ale przecież mogłaby się czymś wyróżniać w tej historii? Jedynym elementem, który łączył Gwen z magicznym światem był dar widzenia duchów i uciążliwych gargulców.
Hasło?
,,Kwak rudy nie szczyty''. Albo coś w tym stylu.
-Qua redit nescitis.- powiedział Gideon.
No, prawie. ~str. 218
Po książce spodziewałam się czegoś znacznie więcej- walk na szpady, krwawych pojedynków i przede wszystkim przygód w świecie XX wieku. Jednak ponad połowę powieści zajęło wdrażanie Gwen w świat podróżowania, potem długie dyskusje i dyplomatyczne rozmowy, w których czasem brali udział ludzie z przeszłości. Było zupełnie inaczej niż oczekiwałam- Gwenny była chroniona przed niekontrolowanymi podróżami w czasie, a nie rzucana na głęboką wodę. Oczywiście, kwestie bezpieczeństwa. Jednak to one sprawiały, że historia była dla mnie za mało spontaniczna i zaskakująca niż bym chciała. Dodatkowo podczas rozmów ciągle wychodziły na jaw nowe fakty, z udziałem nowych osób, o które wciąż dopytywała  zupełnie niewtajemniczona Gwen i tak powstawało pomieszanie z poplątaniem. Po pewnym etapie po prostu przestałam zapamiętywać te wszystkie koligacje rodzinne...
Co było gorsze? Zwariować czy na prawdę podróżować w czasie? Chyba to drugie, pomyślałam. Na to pierwsze pewnie można brać jakieś tabletki.
Na prawdę lubię historie o podróżach w czasie, zarówno w daleką przeszłość jak i w tą z kilku wcześniejszych dni, ale ,,Czerwień rubinu'' nie należy do tych historii. Nie zachwyciła mnie wystarczająco, bym sięgnęła po drugą część. Obiecujące płonne słowa ,,MIŁOŚĆ'', ,,TAJEMNICA'', ,,PODRÓŻE W CZASIE'', ,,PRZYGODA'' zdobiące okładkę nie są, moim zdaniem, prawdziwym odzwierciedleniem przeżyć nastoletniej Gwen.

Jeśli jednak ta książka wzbudziła w tobie inne wrażenia, (a może akcja bardziej rozwija się w następnych częściach trylogii?) możesz podzielić się tym w komentarzu!

PS: Wczoraj odkryłam, że nakręcono film na podstawie ,,Czerwieni rubinu'', jednak nie miałam ochoty całego go oglądać. W ogóle, czy to nie jest dziwne, że bohaterów żyjących w Anglii i prawdopodobnie rodowitych Anglików grają niemieccy aktorzy?
-Gotowa, Gwendolyn?- zapytał w końcu.
Uśmiechnęłam się do niego.
-Gotowa, jeśli i ty jesteś gotów. ~str. 314
Plusy:
  • pomysł podróżowania w czasie
  • relacja Gwen i Gideona
Minusy:
  • przerysowane niektóre cechy Gwen
  • za mało akcji, za mało podróżowania, za mało niebezpieczeństwa, za mało niespodzianek- wszystkiego!
  • większość historii oparta na dialogach, wyjaśnieniach, rozważaniu problemów
  • za mało romansu, a za dużo monotonii
_____________________________
Info szczegółowe: ,,Czerwień rubinu'' tom 1. ,,Trylogii czasu'', Kerstin Gier, stron 344, Wydawnictwo Literacki Egmont, rok 2011, 
przekład: Agata Janiszewska

Brak komentarzy :

Publikowanie komentarza